|
Poniższe utwory zostały napisane na Małopolski Konkurs na Bajki Profilaktyczne i Ilustracje do Bajek Profilaktycznych’06.
Karolina Lasoń Po zimie zawsze przychodzi wiosna Bardzo głęboko pod ziemią, tam, gdzie nie może dotrzeć człowiek, znajduje się przepiękna kraina zwana Kwiatolandią. Nazwa ta pochodzi od wspaniałego pomnika przypominającego storczyk. Obok rzeźby widnieje srebrzysta fontanna, z której wypływa pachnąca różami różowa woda. Dookoła nich zaś ustawione są maleńkie, czerwone ławeczki. Codziennie w południe mieszkańcy zbierają się w centrum, by odpocząć, porozmawiać, spotkać się z przyjaciółmi oraz przyjemnie spędzić czas. Wśród nich panuje radosna atmosfera i harmonia, ponieważ wszyscy są dla siebie braćmi, nie wiedzą, czym jest kłótnia bądź konflikt. Kwiatolandię zamieszkują pieseczki, koteczki, tygryski i wiele innych zwierzątek. Pod nr. 14 rezyduje pięcioosobowa rodzinka śliczniutkich, mięciutkich koteczków: mama, tata, dziadek, babcia oraz synek o imieniu Ciciorz. Nie ulega wątpliwością, iż są ogromnie szczęśliwi. Zawsze wstają wczesnym rankiem, jedzą pyszne śniadanko, po czym rozchodzą się do swych zajęć (szkoły, pracy, sprzątania). Po powrocie, o godzinie 12:00, udają się do parku storczykowego, by znów usiąść wokół ukochanych znajomych. Pewnego dnia jednak wszystko się zmieniło, niestety – na gorsze. Otóż Ciciorz jak zwykle wracał uśmiechnięty ze szkoły. Maszerował szybko, bowiem pragnął podzielić się wspaniałą wiadomością, że dostał szóstkę z botaniki. Gdy wszedł do mieszkanka, zastał mamę płaczącą w kuchni, tatę kroczącego ze smutną miną po werandzie oraz dziadka zatopionego w starym fotelu, ze łzami w oczach. Jedno, co go naprawdę mocno zdziwiło, to brak babci. Przerażony przebiegł wzrokiem po pokoju, w którym zapadła głucha cisza, przerywana co chwilę brzęczeniem muszki. „Wróciłem już!” – podskoczył koteczek. Nikt jednak nie udzielił mu żadnej odpowiedzi spróbował więc ponownie. „Gdzie jest babcia? Czy poszła do warzywniaka?” – zapytał wystraszony. W tym momencie podszedł do niego tata, objął go mocno i z trudem wydusił: - Babcia miała już dużo lat, była zmęczona i dlatego Bóg wziął ją do siebie. - To znaczy, że jutro do nas wróci i znów ugotuje pyszny obiadek? - Niezupełnie, ona jest już w innej krainie, Niebolandii, odeszła z tego świata, umarła... – odpowiedział kocur, po czym wrócił na ganek. Malutki Ciciorz nie zrozumiał słów rodzica, nigdy bowiem nie słyszał czegoś podobnego. Mimo to jednak strasznie się przejął. Popatrzył na zegar, który wskazywał za kwadrans południe. - Mamusiu! Tatusiu! Ubierajcie się, zaraz wychodzimy do parku! - Dzisiaj synku to niemożliwe. Idź, pobaw się z kolegami, zrozum nas – poprosiła mama. Kotek poczuł się dziwnie, niepewnie i tak samotnie. Nie zastanawiał się więc zbyt długo, tylko szybciutko pobiegł prosto przed siebie żółciutkimi alejami. Następnie usiadł na ławeczce nr 14 i płakał. Nagle jednak coś zaczęło się dziać z pomnikiem. Zwykle szary, począł przybierać zielony kolor na łodyżkę i listki oraz fioletowy na kielich. W mgnieniu oka stał się żywy, spojrzał spokojnie na wystraszonego Ciciorza, po czym zasiadł obok niego. - Nie bój się mnie. Jestem tutaj, aby ci pomóc. Mam na imię Pufuś. Dlaczego jesteś taki smutny? – powiedziała roślinka. - Moja babcia umarła, a ja nawet nie wiem, co to znaczy i dlaczego właśnie ona – rzekł, łkając. - Znajdziemy jakieś rozwiązanie, nie martw się, będzie dobrze. Storczyk po chwili zastanowienia wydobył z siebie mnóstwo złotego, aromatycznego pyłu, który ogarnął całą krainę i nastała wiosna. Nierozwinięte pąki roślin budziły się do życia, ptaszki wzlatywały na drzewa, by wyśpiewać swoje arie, trawa stawała się zielona, kreciki wychylały łebki z norek. „Popatrz, Cicorzu! To jest wiosna – dzieciństwo, a zarazem jedna z najpiękniejszych pór roku. Każdy jest tutaj mały, bezbronny jak przyroda dookoła nas. Dopiero się rozwijamy, przygotowujemy do dalszej egzystencji” – tłumaczył Pufuś. Później znowu kwiatuszek otoczył miasteczko cukierkowym zapachem, po czym nastały wakacje. Pełne złocistego zboża, cieplutkiego powietrza, upałów oraz pracowitych pszczółek. „Lato można porównać do okresu młodzieńczego. Słońce na nieboskłonie świeci wtenczas najmocniej, rozsiewa wokoło najjaśniejszy blask. Tak też jest z nami, kiedy liczymy sobie naście lat, stajemy się energiczni, chętni do działania, pewni, optymistyczni” – rzekł storczyk. Ciciorz ze zdumieniem patrzył na kolegę, który ponownie powtórzył rytuał i nastał trzeci sezon. Owoce dojrzewały na gałązkach drzewek, wiewiórki ochoczo zbierały zapasy orzeszków, ptaszki powoli opuszczały swe gniazdka. „Spójrz, z jesienią jest jak z dorosłymi. Dojrzali, zbierają plon swych wcześniejszych prac, podobnie do jabłoni wydającej na świat swe malutkie dzieci, jabłuszka. Ustatkowani, spokojni, panują nad wieloma emocjami, samodzielnie podejmują decyzje, bowiem już wcześniej zostali do tego przygotowani” – oznajmił Pufuś i ponownie przystąpił do obrzędu zmieniania pór roku. „To jest zima!” – odgadnął koteczek. Było bardzo mroźno, chłód doskwierał wszelakim organizmom, biały puch otoczył ziemię i nadał jej wyjątkowy wygląd. Natura pogrążona we śnie nie zwracała jednak na to uwagi. „Ostatnia pora roku przypomina staruszków. Schorowani, zmęczeni, kończą swój żywot tak jak zima, ponieważ przecież po niej znów nadchodzi wiosna, która topi śnieg, roztacza swój blask. Zwierzątka więc odchodzą tak jak ona i jest to naturalna kolej rzeczy. Nikt nie może tego zmienić, tak po prostu już jest” – zakończył Pufu i znowu stał się szarym pomnikiem. Po tej rozmowie Ciciorz nareszcie zrozumiał, dlaczego rodzice i dziadek są tak bardzo smutni. Pogodził się także z odejściem babci. Było już dość późno, więc Ciciorz postanowił wrócić do domu. „Gdzie ty byłeś tyle czasu, syneczku?” – spytała mama. „Rozmawiałem z przyjacielem i dzięki niemu was zrozumiałem” – odparł. Następnego dnia o godzinie 12:00 rodzinka koteczków usiadła na ławeczce nr 14 przy srebrzystej fontannie. Zachwycali się krajobrazami, pili różowiutką wodę. Marmurowy storczyk spoglądał ze spokojem na drobniutkiego kolegę, któremu niezmiernie pomógł. Ciciorz już nigdy nie bał się śmierci, ponieważ po zimie zawsze przychodzi wiosna.
Justyna Rozmus, Olimpia Starzycka Musisz jednak być silny, poradzimy sobie... Dawno, dawno temu, w odległej krainie zwanej Zadar, gdzie drzewa sięgają chmur, a z nieba zamiast deszczu pada oranżada, mieszkały dwie rywalizujące od wielu już lat grupy zajęcy i wiewiórek. Zajęczaki – stróże prawa leśnego, z oficerem Franiem I na czele, usiłowały poskromić oraz ukarać członków ekipy Chip & Dail za nielegalne rozprowadzanie grzybków halucynków. Owa grupa czyniła wielkie spustoszenie wśród mieszkańców pięknego lasu. Zakładała ogromne plantacje, których powstanie nie mogło objeść się bez wycinki landrynkowych drzew oraz karmelkowych krzewów, które były symbolem Zadaru. W centralnej części krainy znajdowała się olbrzymia góra, posiadająca liczne jaskinie. To właśnie w ich zagłębieniach miały miejsce zebrania złoczyńców – wiewiórek. Przywódcą handlarzy mianowany został Józio, powszechnie znany jako Ogór. Zaplanował on spisek przeciwko Franiowi, ponieważ zdawał on się przeszkodą dla dalszego rozwoju „firmy”. Obrońcy prawa w mniemaniu Chipaków wtrącali nos w nie swoje sprawy, gdyż oni sami uważali się za poczciwych i zwykłych biznesmenów, dbających o własny interes. Dlatego więc postanowili zrealizować wcześniej uknuty plan. Późnym wieczorem, kiedy oficer wracał z ciężkiej i męczącej służby do domu, zatrzymał się na chwilę przy automacie ze świeżymi oraz chrupiącymi marchewkami. Przypadkiem stanął na wystającym korzeniu drzewa. Tym sposobem wpadł w pułapkę zastawionej przez wredne wiewiórki. Franio spadał, spadał i spadał coraz to niżej. Opadanie w dół zdawało się nie mieć końca, gdy nagle poczuł ciepły, przyjemny podmuch powietrza. Zaczęła go niesamowicie boleć głowa i stracił przytomność. Po przebudzeniu znalazł się w ciemnym, pachnącym mdłym zapachem kadzideł pomieszczeniu. Nie widział wyraźnie. Przedmioty miały nieokreślone kształty, a jemu samemu pobyt w tym miejscu wydawał się śmieszny i zabawny. Nagle odezwał się cichy i przyjazny głos: - Witam pana oficera! - Yyy... gdzie ja jestem – odpowiedział drżącym głosem. Nieznana postać oznajmiła: - Józio Ogórek, mówi ci to coś?? - Ach tak, oczywiście – roześmiał się. – Co mi podaliście? Jakoś mi tak lekko, nigdy się tak nie czułem... Podoba mi się to – jeszcze głośniej zaczął się śmiać. - Widzę, iż gaz zaczął działać – potarł ręce rywal. – Może pozostaniesz z nami? Pomożesz nam w uprawie roślin, w zamian za to będziemy ci dawać tego cudownego gazu – zaproponował. Franio zamyślił się i odpowiedział: - Propozycja całkiem, całkiem... Dobrze, zgadzam się. - Jednak pamiętaj, nie możesz mnie zdradzić. W przeciwnym razie doznasz tego, co nazywają gniewem Ogóra!! – zagroził. Od tego czasu nasz bohater pracował po 14 godzin dziennie. Był zmęczony, ale nie rezygnował. Każdego popołudnia otrzymywał nagrodę (uwielbiał to). Pewnego dnia nawdychał się tak dużo halucynogennego pyłu, że następnego nie mógł pracować. Józio był bezwzględny, wyrzucił go. Powiedział, iż wyczerpał swoją szansę i nie chce go więcej widzieć. Pod tak dużym wpływem narkotyku Franio nie był w stanie iść. Padł przy pobliskim cukierkowym drzewie i zasnął. Obudził się następnego poranka. Przetarł oczy, rozglądnął się na wszystkie strony, jednak nie mógł przypomnieć sobie, gdzie się znajduje. Wpadł w panikę i począł rozpaczliwie krążyć po okolicy, co niestety nie przyniosło rezultatu. Zrezygnowany usiadł na polanie i wyciągnął z kieszeni swoją błyszczącą odznakę. Ileż wspaniałych wspomnień wróciło. Wszystkie niebezpieczne akcje, którymi tak dzielnie dowodził, jego wszyscy przyjaciele... Teraz dopiero zrozumiał, co stracił. Nagle zza krzewów wyłonił się Szaraczek. - Oficerze, oficerze !!! – krzyczał zdyszany. - Przyjacielu !!! – wybuchnął Franio. Oboje przywitali się bardzo wylewnie. Zajączek wiedział jednak od wcześniej spotkanych wścibskich wiewiórek, że jego przywódca jest w bardzo ciężkim stanie. - Nie martw się, wszyscy z ochotą ci pomożemy, aby wszystko wróciło do normy – zapewnił Szaraczek. - Ale wiesz, że to nie będzie łatwe .... – nieśmiało odparł Franio. - Tak, jestem tego świadomy. Musisz jednak być silny, poradzimy sobie. - Dziękuję. Z całego serca... Obaj wstali i ruszyli w kierunku komisariatu. Kiedy dotarli na miejsce, wszystkie Zajęczaki bardzo serdecznie przywitały przyjaciela. Zaczęła się wielka uczta i zabawa z okazji powrotu Frania. Po upływie kilku miesięcy nasz bohater czuł się już o wiele lepiej. Swoje zdrowie i lepsze samopoczucie zawdzięczał wszystkim zajączkom oraz swojej silnej woli. Przekonał się na własnej skórze, iż zabawa z narkotykami nie prowadzi do niczego dobrego. Natomiast całą ekipę Chip & Dail spotkała sroga kara za nielegalne handlowanie środkami odurzającymi oraz za porwanie i otumanienie oficera, dzięki czemu na pewno do końca życia będą pamiętać o konsekwencjach swych uczynków. Wiewiórki zostały bowiem skazane na 10 lat ciężkich prac w kamieniołomach, a wszyscy mieszkańcy Zadaru żyli długo i szczęśliwie.
Katarzyna Bator, Łucja Miodek Opowieść z Krainy Dwóch Mrowisk Działo się to dawnymi czasy, których nikt już nie pamięta, w leśnej Krainie Dwóch Mrowisk. Żyły tam dwa mrówcze rody. Od wielu pokoleń między nimi panowała niezgoda. Serca tych małych istotek przepełnione były niechęcią do innych. Na szczęście, po wielu latach kłótni i wojen przyszła na świat mrówka o imieniu Ari… Z dawien dawna czarne i czerwone owady wywyższały swój gatunek, pogardzając drugim. Tak zaślepione nienawiścią, na przestrzeni lat zapomniały, co to spokój i harmonia. Zdarzył się jednak wyjątek – był nim Ari. Nigdy nie brał udziału w grach swoich rówieśników. Zawsze trzymał się z boku. Koledzy wyśmiewali jego delikatność i wrażliwość, ponieważ zamiast uczestniczyć w bijatykach drewnianymi mieczami, wolał podziwiać piękno natury, oglądać wschody i zachody słońca. Jego ulubionym zakątkiem rozważań i przemyśleń było niewielkie wzgórze za lasem. Rosły tam rozmaite rośliny, których zapachy mieszały się i tworzyły jeden niepowtarzalny aromat. A rozłożyste płatki niektórych z nich dawały przyjemny cień w upalne dni. Smak soczystych owoców był jedyny w swoim rodzaju. Nektar kwiatów swą wyjątkową słodyczą zwabiał owady nawet z dalekich stron. Pewnego razu Ari wybrał się do tego wspaniałego miejsca. Ku jego zdziwieniu, ktoś już tam był. Pod gałązką wonnej marzymięty siedziała sędziwa mrówka. Młodzieniec podszedł do niej i powiedział, patrząc na wojska po lewej stronie wzgórza: - Nigdy nie wiedziałem, o co tak naprawdę one walczą. - Kiedyś, gdy byłam jeszcze młoda i pełna życia, walczyłam o pokój i sprawiedliwość. Niestety, nie miałam szans. Byłam bezradna – rzekła. – Popatrz na prawy stok wzgórza. Ari spoglądając we wskazanym kierunku, ujrzał beztrosko latające motyle oraz wiele innych szczęśliwych zwierząt, które żyły ze sobą w zgodzie. - Spójrz, jak te światy po obu stronach pagórka różnią się od siebie – odezwała się staruszka. – Nasza kraina też kiedyś była tak piękna. Lecz władczynie obu królestw zniszczyły ją, kłócąc się o błahostki. Nastało krótkie milczenie. Po kilku chwilach znów się odezwała: - Mój czas już minął. Teraz twoja kolej na ratowanie naszego świata. - Kim ty właściwie jesteś? – zapytał zaciekawiony Ari. - To ja, znienawidzona siostra królowej Czerwonych Mrówek. Gdy chciałam przywrócić pokój w kraju, zostałam uznana za zdrajczynię. Chcąc czynić dobro, stałam się niebezpieczna dla władczyni. Teraz mieszkam sama, w małym mrowisku na uboczu. Nikt już nie rozpoznaje we mnie dawnej damy dworu. - Spróbuję pogodzić dwa rody – odrzekł młodzieniec i odszedł w swoją stronę. Zatroskany Ari pierwsze swoje kroki świadomie skierował do królowej Czarnych Mrówek. W jego głowie zrodził się podstępny plan. Miał zamiar przyprowadzić obie władczynie na wzgórze. Długo musiał prosić tę ważną osobistość, by zgodziła się wyruszyć razem z nim następnego dnia. W końcu udało się. Teraz czekało go trudniejsze zadanie – przedarcie się do zamku „wroga” i rozmowa z panującą nad Czerwonymi. Idąc drogą w kierunku królestwa, napotkał znajomą staruszkę. Kiedy zapoznał ją ze swoim planem, zaproponowała, że to ona złoży wizytę swojej siostrze. Teraz pozostało mu tylko czekać na dalszy rozwój wydarzeń. Następnego dnia Ari pojawił się na wzgórzu razem ze swoją królową. Sióstr jeszcze nie było. Cierpliwe mrówki czekały dość długo. Wreszcie na horyzoncie zarysowały się sylwetki oczekiwanych postaci. Gdy odległość znacznie się zmniejszyła, królowe spojrzały na siebie gniewnym wzrokiem. - Co to wszystko ma znaczyć?! – spytała jedna z władczyń. - Zdrajco! Jak mogłeś mnie tak oszukać? – wykrzyknęła druga. Słysząc te przepełnione nienawiścią słowa, Ari jeszcze bardziej umocnił się w przekonaniu, iż musi osiągnąć swój cel. - Czy widzicie tę ogromną przepaść pomiędzy jedną a drugą stroną wzgórza? – zapytał. – Tak bardzo różnią się od siebie… Przez tyle lat nie umiałyście powstrzymać walk ani zapomnieć o dawnych urazach. Przez to całe królestwo uzależniło się od oglądania i czynienia zła. Nawet małym mrówkom odebrano prawo do beztroskiego dzieciństwa. Zawsze znały świat od tej najgorszej strony. Przyprowadziłem was tutaj, abyście zrozumiały, że można inaczej żyć. - Dosyć! – przerwała królowa Czerwonych. – Nie zamierzam tego słuchać! Wracam do mrowiska. I tak mrówki rozeszły się każda w swoją stronę. Władczynie nie zmrużyły jednak oka przez całą noc. Nazajutrz królowa Czarnych wróciła w miejsce wczorajszej rozmowy. Jeszcze raz popatrzyła na krainę pełną szczęścia. Powoli zaczynała rozumieć swój błąd. Po kilku chwilach zorientowała się, iż nie jest sama. Obok stała jej zacięta rywalka. Przez pewien czas patrzyły na siebie bez słowa. W końcu jedna z nich powiedziała: - Ten młodzieniec miał rację – po czym podały sobie dłonie. Następnego dnia, po wielkich przygotowaniach, na wzgórzu odbyła się huczna uroczystość pogodzenia dwóch rodów. Na oczach wszystkich obywateli, władczynie uścisnęły się w geście przyjaźni, a następnie podpisały pakt pokojowy. Chciały w ten sposób uchronić przyszłe pokolenia od okrutnych wojen. Nasz młody bohater został odznaczony specjalnym orderem dla zasłużonych. Od tej chwili był podziwiany i szanowany przez innych. Wszystkie mrówki codziennie, zamiast iść na pole walki, oglądały wschody i zachody słońca. Odtąd wiedziały, że wojna i przemoc nie są dobrymi sposobami na rozwiązanie konfliktów.
Sławomir Maciejowski Wróbelek i Przyjaciele... Dawno temu, w czasie, kiedy zwierzęta były ludźmi, a dzień nie miał swojego końca, za siedmioma górami, za siedmioma rzekami mieścił się las. Było to miejsce, w którym mieszkały wszystkie zwierzaki... Pewnego dnia, tuż przed kolacją, wróbel pofrunął do sikorki, aby wspólnie się pobawić. Właśnie ta wizyta była początkiem problemów ptaka. Kiedy doleciał na miejsce, niebo zaczęło pokrywać się ciemnoniebieską barwą. Wróbel przeczuwał niebezpieczeństwo, a w dodatku ojciec ostrzegał, aby szybko wracał do domu, ponieważ dziś zapowiadany jest silny wiatr oraz deszcz. Zatem wróbel poszedł się pożegnać z koleżanką, kiedy właśnie zaczął padać deszcz. Przestraszony pogodą postanowił zostać u sikorki, aby przeczekać zawieruchę. Było późno, kiedy wróbel poleciał do swojego domu. Ucieszony po swojej wizycie dolatywał na miejsce, gdy spostrzegł, że drzewo, na którym znajdował się jego domek, jest przewrócone, a budka roztrzaskana na drobne kawałki. Wróbel, zobaczywszy, że stracił dom, usiadł na ściółce i zaczął płakać. Niedaleko właśnie przechodzili wiewiórka i kret. Usłyszawszy donośny płacz, udali się w tym kierunku. Gdy znaleźli się na miejscu, spytali wróbelka, dlaczego płacze. Na to wróbel oświadczył, że nie ma po co żyć, ponieważ stracił dom i nie ma gdzie mieszkać. Widząc to wszystko, wiewiórka i kret oświadczyli, że pomogą wróblowi w odbudowie domu. Niestety, domu nie dało się odbudować, bo wiatr doszczętnie go zniszczył. Kret stwierdził, że trzeba się udać do mądrej sowy, aby poradzić się, co w tej sytuacji zrobić. Wiewiórka postanowiła tak zrobić i szybkim susem HOP-HOP-HOP znikła w gąszczu lasu. W tym samym czasie kret postanowił zaprowadzić wróbelka do wrony, aby na czas rozwiązania problemu zamieszkał z nią. Kiedy doszli na miejsce, kret zapoznał ptactwo ze sobą, a następnie opowiedział wszystko starej wronie. Potem zjedli wspólnie kolację, a kret udał się na wyznaczone miejsce, aby spotkać się z wiewiórką u sowy. Kiedy dotarł na miejsce, zastał tylko ptaka i pełen zdziwienia dowiedział się, że jego towarzyszka ustaliła już wszystko. Kret pożegnał się szybko z nauczycielką, a następnie udał się po wiewiórkę. Gdy znalazł się na miejscu, wiewiórka oświadczyła, że wybudują nowy dom wróblowi. Następnie we dwoje udali się na miejsce ruin domu wróbla, aby opracować plan. Na początku postanowili zebrać gałęzie po wichurze w jedno miejsce. Według polecenia sowy miały one być materiałem na nowy dom ptaka. Zwierzęta wzięły się do pracy i po chwili gałęzie były ułożone na kupce pod sosną. Kiedy porządek zapanował na ściółce, kret udał się po wróbelka, aby wybrał sobie drzewo, na którym chce mieszkać. Dotarłszy na miejsce, wróbel był bardzo ucieszony, nie widział już bowiem poprzewracanych gałęzi, krzaków. Wybrał brzozę, wysoką na sto susów wiewiórki. Kiedy wszystko było gotowe, kret udał się po swoje narzędzia, a wróbel poleciał po gwoździe do zająca. Wszyscy spotkali się na miejscu z narzędziami. Kret zbudował drabinę, po czym zaczęto budować dom. Na początku kret pozbijał deski gwoździami, aby zrobić podłogę do domku. Następnie wiewiórka wyskoczyła na drzewo i zaczęła podawać gwoździe. Po chwili już można było dostrzec szkic budki. Teraz trzeba było poznosić na drzewo gałęzie i pokryć dach domu, co wykonał wróbel. Gdy już wszystko było gotowe, kret zarządził, aby zejść na ziemię. Po skończonej pracy wróbel serdecznie podziękował pomocnikom, a w zamian zaprosił ich na ucztę z okazji wybudowania nowego domu, a sam szybko poleciał do starej sikorki po miód. Był już wieczór, kiedy rozpalono ognisko w lesie. Wróbel zaczął ucztę od wzniesienia toastu za zdrowie swoich przyjaciół.
|