POWRÓT


WOJNA ŚWIATÓW,

CZYLI POTYCZKI FILOZOFICZNE


 


WSTĘP, CZYLI JAK DO TEGO DOSZŁO

Jak doszło do tej pisemnej wymiany myśli między przedstawicielami dwóch wrogich i skonfliktowanych światów? I czy to zaczątek wieczystego pokoju między uczniami i belframi?! Niestety – do kompromisu nie doszło, obie strony pozostały okopane na swoich pozycjach… Ale i tak należy uznać za cenną próbę złagodzenia odwiecznych antagonizmów.
Najpierw była luźna rozmowa. Jakoś wynikła z niej pierwsza rozprawka Magdaleny. Wówczas już nie było „zmiłuj” i nauczyciel musiał odeprzeć atak sztychem rozprawkowym. Długi szturm nie przekonał rozmówczyni, która szybko odpowiedziała krótkim pchnięciem.
Obyło się bez ran. Belfer zapowiedział już wkrótce zmasowany atak na pozycje wroga. Ten nie poprosi zapewne o pardon…

Wojna światów trwa !
 



Zakochany Cynik…?

       Wstępem tej rozprawki nie będzie oryginalny i własny początek; po prostu nie mam ochoty się nad nim zastanawiać, wobec czego: Przyszło mi się zmierzyć z problemem… Problem ten nie nurtuje od wieków ludzkości, nie zajmuje nawet większej części świata, zwyczajnie – nikogo wręcz nie obchodzi. Jednak wybryki zdarzają się w każdym gatunku, więc skoro już zaczęłam – skończę te rozważania. Moja własna, prywatna i całkiem nienarzucana teza brzmi: „nawet cynicy mają swoją miłość”. Teza ta jest bezczelnie „wyrwana” z pewnego dialogu dotyczącego m.in. cynizmu. Cynizm wg znaczenia słownikowego to: „postawa […] charakteryzująca się jawnym lekceważeniem przyjętych norm obyczajowych, wartości i osób”, ale także kierunek filozoficzny w starożytnej Grecji. Ponoć rozprawka ta ma być przeanalizowana z punktu widzenia filozoficznego, zacznę zatem od drugiej definicji.
           Jednym z najwybitniejszych cyników starożytnej Grecji był Diogenes. Najprostsze słowo określające jego zachowanie – szczerość. Uważał, że matematyka, fizyka czy astronomia są zbędne i nieużyteczne. Głosił także minimalizację potrzeb ludzkich, tłumacząc ją sposobem życia zwierząt – bez narzucanych celów, bez potrzeby mieszkania w jednym miejscu i wreszcie bez wygód. Mówił to, co myślał, często w bardzo zjadliwy sposób, ale cóż – inaczej nikomu nie przetłumaczyłby swoich racji. Otóż jego ideałem było wystarczanie samemu sobie, może to bardziej brutalnie zabrzmi, ale – autarkia wręcz, co również powinno być przyczyną apatii. Po prostu – wolność i cnota. Chciał to uzyskać, prowadząc życie, które zahartuje człowiekowi ciało i duszę, ale niekoniecznie ulegając przy tym przyjemnościom – to stanowiło wg niego poważne zagrożenie niewolnictwem względem rzeczy, przedmiotów bądź ludzi. Samowystarczalność – to była jego miłość. Nie potrzebował nic, prócz przyzwyczajenia do panowania nad swoimi myślami, co zresztą wychodziło mu nie najgorzej. Pokochał swoje myśli i poglądy, nie dopuszczając ewentualnych pomyłek.
           Wydaje mi się, że bardziej zadowalającym przykładem jest osoba Kratesa, który zresztą był uczniem Diogenesa. Był on wybitnym cynikiem, a jego nauka przyciągnęła Hipparchię. Ujęły ją mowy i tryb życia, który bardzo przypominał życie Diogenesa. Pokochała wszystkie jego dobre i złe cechy. Hipparchia zamiast wrednego, skostniałego cynika ujrzała w nim mądrości i intelekt. Dokonała wyboru – przywdziała taki sam strój, wszędzie chodziła za mężem (tak – pobrali się i nie ukrywali swojej miłości). Krates ponoć powiedział, że tylko uczucie do żony dodaje mu sił do oskarżania tych, których upominał.
           Dobrze – to tylko dwa przykłady różnych typów miłości, na dodatek z pradawnych czasów. A jednak… Cynicy potrzebowali jakiejś motywacji. Gdyby nie kochali – czy to była miłość do człowieka, czy też słabość do swoich poglądów – nie podołaliby w przekonywaniu o słuszności swych racji.
           Cynizm znacznie zmienił swoje znaczenie od czasów starożytnych. Dziś jest po prostu zmierzaniem pod prąd. Cynicy XXI wieku nie mówią niczego wprost. Zasadniczo mówią mało, choć naprawdę mają wiedzę. Są już znudzeni. Myślą, ż wszystko już było, zwłaszcza w ich życiu. Prymityzują uczucia, nad niczym się nie rozczulają. Choć może istnieją cynicy bardziej kulturalni, mam nadzieję. Prawie wszystko z cynizmu starożytnej Grecji (a nawet cynizmu rzymskiego, którego nie mam siły przybliżać) zmieniło się znacznie. Została ta specyficzna szyderczość. Ale i ona przeradza się powoli w „cienki” sarkazm. Przetrwało w całej okazałości coś zupełnie innego – mobilizacja. Żaden cynik by bez niej „nie wyrobił”. Więc na czym ona polega? Na jakichś podstawach do działania, do prezentowania swoich poglądów. I tu otwierają się przed nami różnorakie oblicza miłości. To ona utrzymuje ich w przekonaniu, że świat i ludzie, którzy przecież są tak beznadziejni i zepsuci, nie mają pojęcia o rzeczywistości. Możliwe, że jest to ślepa miłość. Człowiek zaślepiony tym uczuciem staje się cynikiem – porównuje inność wszystkiego do tej jego jedynej i niepowtarzalnej miłości. Kiedyś pisałam, że rodzi ona każde uczucie. Jest matką nienawiści, sentymentu, przyjaźni czy nawet zobojętnienia. Wszystkie nasze uczucia biorą swój początek w sercu, gdzie od naszego powicia króluje miłość. Ale to już temat troszkę odbiegający od mojej tezy. Ujmę to tak – miłość dla cyników to po prostu ich ideały, w które są ślepo zapatrzeni.
           Zapewne nie przekonam zbyt wielu osób o słuszności mojej tezy. Dużo ludzi wykazałoby zobojętnienie względem tego tematu, mojej tezy, ewentualnie antytezy (powstałaby z tego jeszcze jakaś chora synteza, co sens utraciłaby ostateczny). Wyraziłam swoje zdanie, co pisemnie jest „jako-takim” wyczynem. Mam nadzieję na obiektywną opinię, jeśli ktoś się w ogóle pofatyguje to przeczytać. Mogą być cyniczne, proszę bardzo.

Hec ornatius et fusius deduci potuissent,

         sed tibi adeo perspicaci indicasse sufficiat…

 Magdalena Godyń
 



Czy nawet cynik ma swoją miłość?

Atakującym odpowiedź… cynika


Muszę przyznać, że nie jest to temat na banalną, schematyczną, łatwą rozprawkę. Trzeba trochę wysiłku, by odpowiednio zmierzyć się z tym problemem. Należy posiadać umiejętności, nabyte w toku wieloletniego ślęczenia nad opasłymi tomami, które nierzadko posługują się terminami typu: sensualizm, relatywizm, apologetyzm. Tym bardziej jestem wdzięczny dziewczynie o imieniu Magdalena, że zostałem zmuszony, aby się nad nim zastanowić. Tylko przymus bowiem rodzi owoce.

Po takim dowartościowującym (tak adwersarkę, jak i mnie) wstępie przejdźmy wreszcie do sprawy, ad rem, jak mówili starożytni. Cynizm i miłość. Symbioza czy wykluczenie? Reguła, wyjątek czy zbiór pusty? Teza mojej szanownej przeciwniczki (mam nadzieję, że nie permanentnej) brzmi: „nawet cynicy mają swoją miłość”. Muszę przyznać, że chociaż bardzo cenię przedmówczynię, jednak wyjątkowo nie mogę się zgodzić z tą opinią. Uważam, iż cynizm jako postawa życiowa i etyczna przekreśla możliwość miłości, nie ma opcji o takiej nazwie w swoim rezerwuarze społecznych zachowań. Spróbuję na potwierdzenie mojego zdania przytoczyć kilka argumentów, jak i kontrargumentów zbijających twierdzenia Magdy.

Może najpierw odniosę się do (bardzo ciekawej zresztą) pracy mojej filozoficznej i pisemnej interlokutorki. W jednym z pierwszych akapitów wspomina postać Diogenesa. Uważał on, że winno się żyć podobnie do psa, ogólnie zwierząt. Pierwsze zatem pytanie retoryczne: Czy zwierzęta kochają? Odpowiedzi mogą być dwie. Po pierwsze – nie kochają. Wówczas zyskujemy mocne potwierdzenie mojej tezy. Po drugie – kochają. Wtedy musimy jednak uznać, iż nie jest to miłość w dotychczasowym ludzkim rozumieniu. Należy ją ograniczyć słowem „pożądanie”, „przywiązanie” albo podobnym. Po takim zawężeniu pozostaną z niej jakieś popłuczyny, w ogóle niepodobne do modelu miłości, jaki funkcjonuje wśród ludzi i o jaki nam chodzi. Nieco dokładniej opiszę tę „ludzką” w zakończeniu pracy.

 Uogólniając ten przykład, jak i dalsze podane w kontrowanej przeze mnie pracy, należy zgodzić się, iż jeśli znacznie zmienimy zakres znaczeniowy wyrazu wzmiankowanego, wówczas jakoś „upchamy” go w życiu cynika. Szczególnie, gdy stwierdzimy, że miłość do siebie również stanowi dobry i trafny przykład. Trudno się wówczas kłócić, albowiem egoizm jest naturalną, pierwotną cechą każdej istoty. Niemniej – zapytam jeszcze raz: egoizm = miłość? Na pewno to samo? Na pewno?

Podobnie będzie, kiedy miłością ogłosimy przywiązanie do głoszonych przekonań. Więc na czym ona polega? Na jakichś podstawach do działania, do prezentowania swoich poglądów. I tu otwierają się przed nami różnorakie oblicza miłości. To ona utrzymuje ich w przekonaniu, że świat i ludzie, którzy przecież są tak beznadziejni i zepsuci, nie mają pojęcia o rzeczywistości. Postępując w ten sposób – czyli zapominając o głównym, powszechnym, naturalnym niemal rozumieniu słowa, możemy oczywiście udowodnić swoją tezę. Tyle, że zrobimy to kosztem zdrowego rozsądku. Idąc tym tropem, możemy uznać, iż spanie jest przejawem miłości np. do sennych wizji. A z tego wynika, że cynik (nikt nie zaprzeczy faktowi jego, wielokrotnego nawet, snu) kocha. Karkołomna nieco logika. Aby coś udowodnić, należy odwołać się do powszechnego znaczenia wyrazów. Teraz zatem przejdę do moich argumentów. Mogę oczywiście się w nich mylić, ale na razie uważam je za przekonujące.

Zacznę od najsłabszego, bowiem potwierdzonego jedynie przeze mnie, niemającego pokrycia ani w zewnętrznych faktach, ani w pismach teoretycznych. Otóż cynizm jest postawą życiową, którą, jak uważam, ja osobiście reprezentuję. Stanowię zatem żyjący, choć niepotwierdzalny transcendentnie przykład roztrząsanej filozofii. Ergo – skoro uważam (ostatnio, acz pewnie i chyba ostatecznie), iż miłość jako uczucie nie jest mi dostępne, nie odczuwam (a śmiem twierdzić – nigdy nie odczuwałem naprawdę) tegoż uczucia, więc w życiu cynika nie ma dla niej miejsca. Jest to oczywiście jedynie quasi-dowód, gdyż można powiedzieć: „OK, ale przecież masz za mało lat!” Uznam to zdanie, choć zarazem zaznaczę, iż 25 lat jest znaczącym, szczególnie dla sercowych odczuć, fragmentem życia. Przyjmijmy nawet 10, ponieważ trudno dziecko uznać za dobry materiał filozoficzno-świadomościowy – nawet jednak ten dziesiątek jest w większości badań doświadczalnych wystarczającym okresem.

Zanim przejdę do mocniejszych argumentów, należy jednak uściślić dwa pojęcia. Co rozumiem, pisząc „miłość”? Jasnym jest, mam nadzieję, że nie chodzi o uczucia rodzinne. Nie mam zamiaru tworzyć obrazu bezdusznego automatu, który nie pamięta o rodzicach i nie przejmuje się losem brata. „Należy tedy zobojętnieć dla wszystkiego poza cnotą” – powiada cynik, a miłość rodzinna niewątpliwie do „cnotliwych” się zalicza. Uściślijmy zatem – miłość w tej rozprawie będzie obejmowała uczucie do obcej osoby, jak dla mnie płci przeciwnej (nawet jeśli teraz rzucą się na mnie wszelkiej maści obrońcy „tolerancji”). Zarazem pragnę zauważyć, że już miłość patriotyczna koliduje z cynizmem. Rzetelny cynik równa się kosmopolita. Po prostu.

Drugim pojęciem jest „cynizm”. Pozornie wymaga on uściślenia – bowiem posiada dwa znaczenia: starożytne i współczesne. Niemniej, po przeczytaniu odpowiedniego fragmentu „Historii filozofii” Tatarkiewicza jasno uwidacznia się, iż współczesne rozumienie tegoż pojęcia nie jest wcale takie współczesne. Już w starożytności pojawiło się pęknięcie, stąd też długo używano dwóch słów: „cynizm” i „cynicyzm”. Skoro zatem już dawien dawno te formy się wymieszały, nie widzę powodu, aby je teraz sztucznie dzielić. Tak czy inaczej – cynizm przejawiał i przejawia się głównie w etyce, czyli postępowaniu, a to nas będzie właśnie interesowało. Proszę się więc nie oburzać na odwoływanie się przeze mnie do obu znaczeń tego wyrazu.

Przejdźmy do uargumentowania. Czy miłość jest wartością powszechnie uznawaną? Nie muszę tutaj chyba dowodzić, że tak. Nie chce mi się po prostu. Ale jakiego bym nie użył instrumentu do zbadania i tak zawsze diagnoza wskaże społeczne uznanie miłości za wartość. Toteż odpuszczę sobie wyważanie otwartych drzwi i przejdę do konkluzji. Lakonicznie. Po pierwsze – miłość jest wartością powszechnie uznawaną. Po drugie (za Kopalińskim) – cynizm to „postawa życiowa charakteryzująca się nieuznawaniem wartości poważanych w danej grupie i deprecjonowaniem szanowanych przez nią instytucji, sposobów postępowania i autorytetów a. negacją i lekceważeniem wszelkich zasad i wartości”. Po trzecie – skoro cynik ma być prawdziwym cynikiem, nie może kochać. Kochając i uznając miłość w swoim życiu, przestaje być cynikiem. Chyba że uznaje istnienie owego uczucia, ale nie w swoim życiu – wówczas jednak nie jest to „jego” miłość, a o taką nam chodzi. Już więc ex definitione pojęcia te kolidują ze sobą. Zawsze zarazem można być li jedynie werbalnym cynikiem. („Krates ponoć powiedział, że tylko uczucie do żony dodaje mu sił do oskarżania tych, których upominał.”)

Następny dowód również opiera się na tzw. powszechnym uznaniu. Zarazem nie jest to przecież słabość, jak widzieliśmy wyżej. Po prostu nie trzeba akurat udowadniać, że czarne jest czarne. Czy miłość uzależnia i czyni człowieka bardziej uległym, zmienia go, sprawia, iż często postępuje wbrew głoszonym zasadom? I życie, i literatura niosą nieprzeliczone tego przykłady. Tristan, Marek Winicjusz, żona „Chama” Orzeszkowej… A z życia – wystarczy poczytać gazety, aby natknąć się na przypadek jakiegoś polityka, którego karierę zwichnął romans. Ostatni zaś głośno o anglikańskim żonatym pastorze, który wbrew zasadom religijnym zakochał się w pani pastor, również zresztą pozostającej w związku małżeńskim. Miłość zmienia i uzależnia. A co mówi Tatarkiewicz o poglądach Antystenesa, twórcy cynizmu? „Należy tedy zobojętnieć dla wszystkiego poza cnotą; wtedy jest się prawdziwie wolnym i niezależnym. Obojętność i osiągana przez nią niezależność – to były główne hasła tej filozofii. Antystenesa pozytywne określenia cnoty – jeśli w ogóle istniały – poszły w zapomnienie, a przechowały się tylko negatywne: że jest o b o j ę t n o ś c i ą  dla pozornych dóbr i n i e z a l e ż n o ś c i ą  wobec losu.” Czy człowiek kochający jest taki? Jest niezależny? Czy jeśli miłość będzie wymagała od niego czynienia starań materialnych, zatem zabiegania na pewno o dobra pozorne, to taki delikwent nie będzie się o nie starał? Otóż będzie. Miłość powoduje zatem, że człowiek staje się mniej odporny na dobra pozorne i zależny. A jako taka musi być obca cynikowi!

Wreszcie argument nieco teoretyzujący, ale bardzo istotny. „Cechą cyników było, że oderwali się od tradycji, przyzwyczajeń, konwenansów. [Największym konwenansem na świecie jest miłość… PS] W poglądach filozoficznych tak samo, jak w moralnych i politycznych. Ignorując nowe pomysły filozofów, wrócili do poglądów najprostszych. Twierdzili, że istnieją jedynie konkretne rzeczy, a jeśli mówimy o czymś więcej, to o słowach, nie o rzeczywistości.” Czy miłość stanowi rzecz? Byt? Czy można na niej usiąść? Postawić w kącie? Nikt rozsądny nie uzna tegoż osławionego uczucia za rzecz! Dlatego ono po prostu nie istnieje, przynajmniej wedle cyników, a przecież to ich poglądy nas tutaj interesują. Miłość, choć to okrutnie brzmi, szczególnie dla niektórych, jest słowem, wyrazem, czy jak kto woli – konwencją, umową. Oto spór przestał istnieć. Trudno bowiem upierać się, czy cynik może mieć swoją miłość na poważnie – staniemy wówczas na poziomie roztrząsań, czy istnieje w Himalajach Yeti albo potwór w jeziorze Loch Ness. Przy tych problemach również mamy część rzeczywistą, odpowiadającą cynikowi (jezioro, Himalaje) i część nierzeczywistą, nieistniejącą, będącą projekcją, marzeniem, odpowiednikiem naszej miłości (Yeti, potwór). Czy mam kontynuować? Czy mam zająć się tego typu problemem? Czy nie należy mi już przyznać racji?

Oto zbliżam się do końca moich rozważań. Trochę było w nich teorii, trochę praktyki. Ważne, że i teoria, i praktyka wskazują jedną odpowiedź – miłość i cynizm nie idą ręka w rękę, nie spotykają się w parku, nie umawiają w kinie. Mówiąc brutalnie: „Albo miłość, albo cynizm.” Może istniał zakochany Szekspir, ale na pewno nie zakochany cynik. Zresztą, spójrzmy na koniec z drugiej strony. Uznajmy, że istnieje miłość i zastanówmy się nad jej cechami. „Cierpliwa jest, łaskawa jest, nie zazdrości, nie unosi się pychą…” – to klasyka. A tak obecnie, z czym kojarzy się miłość? Zaufaniem, poświęceniem dla drugiego, opieką… itd. itp. Czy z tym łączy się cynizm? Czy można wyobrazić sobie „cyniczną miłość”? To przecież oksymoron…

Piotr Siejka
 



Odwet, czyli znaleźć źródło fałszu i błądzenia


Przeczytałam kilka razy i dosyć dokładnie Pańską, obszerną zresztą rozprawkę, za którymś razem bezczelnie doszukując się błędów (znalazłam jak na razie powtórzenie...). Ale cóż. Nie wiem, czy Panu jakoś szczególnie zależy na pochwałach ode mnie, gdyby tak było, szczerze bym się zdziwiła, ale mimo wszystko powiem Panu, że będę sobie to czytała co wieczór do poduszki.

Tak czy siak mam pewne wątpliwości, co do czytanego przeze mnie, a napisanego przez Pana tekstu, ale chyba Pana to nie dziwi...

Pierwsza rzecz: Uważa się Pan za cynika. Hmm... proszę bardzo. Czy jest jednak połączenie cynik – romantyk (za drugiego z kolei również Pan się podaje)? No i oczywiście zasadnicze pytanie – czy Pan (oczywiście jako wzorowy cynik), który uważa, że „miłość jako uczucie nie jest mi dostępne” (Panu oczywiście) nie ma nadziei na udostępnienie go? Tzn. co będzie, jeśli owa miłość jednak do Pana przyjdzie, bardziej niespodziewanie lub mniej, z bardziej niespodziewanej strony lub mniej, w bardziej lub mniej niespodziewanym czasie? Rzuci Pan szatę kostniejącego cynika? Przecież, kto jak kto, ale owy cynik powinien trzymać się swoich zasad do grobowej deski, czyż nie tak? Więc co zrobić, aby pozostać cynikiem? Zaakceptować miłość w swoim życiu i przyjąć moją tezę... No ewentualnie zrezygnować i pozostać only romantykiem, ale tu już nie będzie ani śladu cynizmu, więc nie ma o czym mówić, bo przecież nam chodzi o połączenie, wg mnie dopuszczalne – wg Pana nie. Uff...

Następnie...

Co przeszkadza cynikowi kochać? Cynik musiałby być osobą, która idzie pod prąd w każdej dziedzinie, na każdy temat ma zdanie zupełnie odmienne, czepia się wszystkiego, jest bezczelny, aż do tego stopnia, by narzekać na kolor słońca tylko dlatego, że ma taki kolor, jaki ma. A dobrze wiemy, że nie znajdzie się cynik, który czegoś tam by nie propagował czy nie miał jakiegoś ideału, jak chociażby, któremu nic by się nie podobało nawet w najmniejszym stopniu. Chociażby Pan – podoba się Panu poezja Miłosza. Jednocześnie jednak jest Pan (ponoć...) cynikiem. Czyli każdy ma prawo mieć swoje ideały, jak również każdy cynik ma prawo kochać. Pozostając oczywiście tym, kim jest. Coś tu jeszcze chciałam napisać, ale nie chcę zepsuć klimatu...

Tego Pan zaprzeczyć nie powinien – zacytuję sobie fragment Pana twórczości: „Czy miłość stanowi rzecz? Byt? Czy można na niej usiąść? Postawić w kącie? Nikt rozsądny nie uzna tegoż osławionego uczucia za rzecz! Dlatego ono po prostu nie istnieje (...). Miłość (...) jest słowem, wyrazem, czy jak kto woli – konwencją, umową.” Hmm... Dobrze. A cóż by Pan powiedział na to: Czy mądrość stanowi rzecz? Byt? Czy można na niej usiąść? Postawić w kącie? Nikt rozsądny nie uzna tego za rzecz! Dlatego ona po prostu nie istnieje. Mądrość jest słowem, wyrazem, czy jak kto woli – konwencją, umową. Absurdalne, prawda? Dlatego uznaję, że w tej kwestii Panu po prostu noga się podwinęła… Oczywiście, mogę się mylić, również dopuszczam ową możliwość.

Teraz tak sobie pomyślałam – może niektórzy ludzie staja się cyniczni z miłości? Zakochują się, przez co „olewają” sprawy porządku (bądź nieporządku...) dziennego, zaczynają ich one nie obchodzić, a później denerwować, co prowadzi do krytycznych uwag z początku, a następnie – do cynizmu. Ale oczywistą rzeczą jest, że w większości przypadków to nie miało miejsca.

Ja mimo wszystko będę trwać w przekonaniu, że zbędny jest wybór „albo miłość, albo cynizm” – po prostu jedno drugiemu nie przeszkadza. To czy się kocha czy nie, zależy od tego, czy się chce to robić. A cynicy to niekoniecznie lenie. Tak samo jak można pokochać cynika, tak i cynik może kochać.

Magdalena Godyń